e-Toll z oparów absurdów

Rzeczpospolita Polska jeszcze nigdy nie miała tak lekkiej ręki do wydawania pieniędzy. Dla wielu projektów preferencji mato nawet ekonomiczne uzasadnienie. Nie sposób go jednak znaleźć w koncepcji systemu e-Toll opartego o satelitarne śledzenie kierowców. Jest to autorski pomysł Ministerstwa Finansów.

W skrócie chodzi o to, aby pojazdy ciężarowe, a później również osobowo płaciły za przejazdy na wybranych odcinkach dróg krajowych. W pierwszym etapie ma to dotyczyć autostrad, a w przyszłości również dróg ekspresowych.

Według założeń Ministerstwa Finansów system e-Toll ma kosztować ok. 448.000.000 zł. W tym ok. 133.000.000 to koszty wytworzenia oprogramowania oraz ok. 315.000.000 to koszty infrastruktury (m. in. zakup sprzętu informatycznego oraz kontrolnego). W ten sposób będzie można pobierać opłaty za ok. 261 km. To nie wiele, w stosunku do ponoszonych kosztów.

Budowa systemu e-Toll zasługiwałaby być może na uwagę, gdyby nie fakt, że to rozwiązanie ma zastąpić już istniejące czyli w zasadzie bezkosztowe. To jest tak jakby ktoś miał wybudowaną drogę, która się sprawdza i postanowił ją zniszczyć po to aby wydać nowe gigantyczne pieniądze na nowe, nieznane rozwiązanie.

Oczywiście kto bogatemu zabronić wydawać pieniądze? Tylko czy Polska rzeczywiście jest aż tak przebogatym państwem i czy rzeczywiście nie ma ważniejszych spraw do finansowania niż budowanie za blisko półtora miliarda złotych systemu, który ma zastąpić sprawnie działające rozwiązanie? Jeśli Ministerstwo Finansów ma tak gigantycznie pieniądze i nie wie co z nimi zrobić, to nieśmiało zaproponowałby rozbudowę istniejącego rozwiązania o nowe odcinki dróg czyli zwiększenie przychodów. To z biznesowego punktu widzenia miałby prawdziwy sens!

System e-Toll to system satelitarny. Jego idea budzi wiele wątpliwości prawnych i konstytucyjnych. Będzie on, w bezprecedensowy sposób, pozwalał na śledzenie poruszającego się pojazdu, a właściwie to jego właściciela, ponieważ będzie on monitorował przemieszczanie się telefonu komórkowego lub smartfona z włączoną aplikacją e-Toll, a nie pojazdu.

Co więcej w dalszym ciągu będzie trzeba utrzymywać system manualny, bo przecież nie można zmusić wszystkich użytkowników dróg do posiadania smartfona lub telefonu komórkowego. Trudno oczekiwać, że kierowca, który incydentalnie będzie chciał skorzystać z przejazdu na płatanym odcinku drogi będzie musiał posiadać kartę SIM i do tego kupić telefon. Opór będą też stanowić osoby, które mają potrzebę zachowania prywatności, do którego mają prawo i z tego powodu będą niechętne systemowi e-Toll.

Do koncepcji systemu e-Toll wiele uwag ma też Urząd Ochrony Danych Osobowych, który zgłosił je już Ministerstwu Finansów.

Nie wiadomo czy do danych systemu e-Toll, gromadzonych przez Krajową Administrację Skarbową będzie mieć dostęp np. policja, Straż Graniczna czy Inspektorat Transportu Drogowego. Nawet jeśli dziś odpowiedź będzie negatywna, to pokusa wymienionych organów przecież będzie ogromna. I za rok jednym rozporządzeniem będzie można ustanowić taki dostęp.

Warto też dodać, że system e-Toll będzie też niekompatybilny z obecnie funkcjonującymi systemami videotollingu na odcinkach A1 i A4 zarządzanych przez koncesjonariuszy. Powiem tak straty i bezsens widzę, zysk to tylko dobre samopoczucie pomysłodawców.

Juliusz Bolek Przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu