„Na rauszu” czyli żywe trupy ożywione wódką…

Początek filmu „Na rauszu” w reżyserii Thomasa Vinterberga jest dość obiecujący…. Ponieważ pokazano to we wszystkich zwiastunach to nie będzie spoilerem gdy napiszę, że czterech kumpli – nauczycieli z gimnazjum w Kopenhadze – przy  okazji 40. urodzin jednego z nich, odkrywa ze zdziwieniem, że są jak to mawia klasyk – „w ciemnej dupie… a co gorsza zakończyli się w niej już urządzać…”

I nie oczekują od życia już zbyt wiele, bo niewiele może się już wydarzyć w ich nudnym jak „flaki z olejem życiu”… Jeszcze nie emeryci, ale już zdecydowanie niemłodzi (choć nawiasem mówiąc aktorzy grający głównych bohaterów udawać mieli ludzi po 40-tce, a metryką bliżej im do 60-tki)… Jeszcze pamiętają, że mieli jakieś marzenia, ale przestali już nawet pamiętać czego dokładnie dotyczyły… Połowa z nich już po rozstaniach z kobietami ich życia, druga połowa jeszcze tkwiąca w wypalonych małżeństwach… Do tego męczące poczucie, że życie zawodowe też utknęło na mieliźnie – bo ileż razy można prowadzić tą samą lekcję, z uczniami którzy mają nauczyciela w głębokim poważaniu…

A że mężczyźni na skraju załamania nerwowego w zetknięciu z głupimi pomysłami stanowią mieszankę dość wybuchową… to  skutek jest taki, że poczucie bezsensu jałowego życia podlane dobrze zmrożoną wódką, każe im szukać ucieczki byle gdzie! Gdzieś! Gdziekolwiek! Byle tylko coś zmienić… A przecież jak dobrze wiemy nie o każdej zmianie można powiedzieć że jest to dobra zmiana. 😉 Więc rzucona przy wódce przez kumpla informacja, że norweski psychiatra Fin Finn Skårderud twierdzi że ludzie mają o 0,5 promila zbyt niską zawartość alkoholu w organizmie by dobrze funkcjonować – trafia na bardzo podatny grunt. 😉

Dalej w filmie „Na rauszu” w reżyserii Thomasa Vinterberga jest jak to mawiają Rosjanie „jest i straszno i śmieszno”… I nie dziwota, obraz jest określany jako „komediowy dramat”. Oczywiście panowie sami siebie przekonują o zbawiennym wpływie alkoholu na życie – co oczywiście jest prawdą… Tyle, że pijąc w małych ilościach i nie w sposób ciągły… Bo panowie chcąc uniknąć kaca stosują metodę mojego przyjaciela mieszkającego obecnie poza Unią Europejską – który mawiał, że „nie można pozwolić by kac cię dogonił! Bo jak wytrzeźwiejesz to żyć się nie da bo głowa będzie boleć….” Więc piją, piją codziennie, by osiągnąć stabilny wskaźnik pół promila, potem promil, a potem już ile da radę wypić bez oglądania się na cyferki na alkomacie… I sami już nie wiedzą, czy ich życie rzeczywiście dzięki alkoholowi jest lepsze niż przed rozpoczęciem tego „eksperymentu hm… naukowego”, czy tylko tak im się tylko po pijaku wydaje?

Z rzeczy które irytują, to film „Na rauszu” w reżyserii Thomasa Vinterberga bije po oczach brakiem realizmu – choć może to raczej kwestia dystansu społecznego w skandynawskim społeczeństwie? Jakoś sobie nie wyobrażam, że codziennie przez kilka miesięcy  chodzę do pracy pijany, opróżniając w kibelku „małpkę” za „małpką” i nikt nic nie widzi i nikt nic nie czuje ode mnie? No i moja osobista żona jest zdecydowanie lepszą istotą niż te duńskie modele, które w głębokim poważaniu mają fakt, że przez wiele miesięcy nie mają okazji spotkać męża jak nie jest nachlany….

Warto dodać jeszcze trzy smaczki:

1. Najpierw tytuł: otóż w Polsce film jest grany pod uroczym, wręcz pieszczotliwym tytułem „Na rauszu”, co według słownika języka polskiego oznacza: „być nieco pijanym”… Angielski tytuł filmu to „Another round” – czyli po naszemu dość neutralnie tj. „jeszcze kolejkę”… Natomiast oryginalny duński tytuł to „Druk”, co oznacza „Pić na umór”… Cóż… Oczywiście rozumiem, że trudno byłoby polskiemu dystrybutorowi pozycjonować film jako uroczą skandynawską komedię gdyby tytuł wprost mówił o czym faktycznie jest ten film…

2. Coś co się polskiemu widzowi rzuca w oczy? Przedstawione w filmie filmie „Na rauszu” w reżyserii Thomasa Vinterberga realia i standard życia nauczycieli w Danii… Bohaterowie mają ładne domy, auta, a nawet własną łódź motorową – spotykają się  dobrych restauracjach, jedzą owoce morza, kawior, piją szampana i wódkę „Imperial” – w Polsce dostępna od 120 zł za butelkę… A nauczyciele w kraju nad Wisłą? W przypadku najwyższego stopnia awansu zawodowego – będąc nauczycielem dyplomowanym zarabiają 4.000-5.000 złotych… brutto…

3. Aha! Ten norweski psychiatra co twierdzi, że na „permanentnym cyku” jesteśmy najlepszą wersją samego siebie – on istnieje naprawdę! I uwaga! Jako psychiatra wspiera norweskich sportowców-olimpijczyków! Hm… skojarzyło mi się z tytułem, który kiedyś widziałem w kiosku na okładce dziennika „Fakt” –„Wódka pomaga Małyszowi!”… I czysta prawda to była – chodziło o Pana o nazwisku Kamil Wódka – psychologa sportu 😉

Wypada dodać, że film „Na rauszu” w reżyserii Thomasa Vinterberga przez różnorakie ważne gremia został uznany za dzieło wybitne.

Dowodem są 4 nagrody Europejskiej Nagrody Filmowej, 8 innych nagród i jeszcze 18 nominacji. Podsumowując „Na rauszu” w reżyserii Thomasa Vinterberga – to film o tym, że jak już jesteś żywym trupem, który zechce znowu poczuć, że jednak żyje, a nie tylko oddycha – to dużo możesz zrobić by przeprowadzić operację „Dzień Wskrzeszenia”… Tylko mało kto bierze pod uwagę fakt, że im wyżej uda się wzlecieć na dopingu – tym bardziej bolesny bywa upadek… Warto obejrzeć… Oficjalna premiera w polskich kinach, o ile stan pandemiczny pozwoli, została zaplanowana na 19 marca 2021 r.

Grzegorz Łopata

23.02.2021